Pinhole na rympał, czyli fotografia byle czym

W niniejszym poście znajdziecie dowód na to, że zdjęcia można zrobić byle czym. Ważne tylko, żeby nie robić ich byle jak ;)

* * *
Jakoś parę ładnych lat temu przeczytałem tu i ówdzie o fotografii otworkowej. Okrutnie mi się to spodobało, więc włączyłem tryb ‘pomysłowy dobromir’ i z pierwszego z brzegu Idiotenaparatu leżącego gdzieś w kartonie zrobiłem pinhola, czyli Idiotenhole-aparat. Po czym odłożyłem go do szuflady coby się nie zniszczył i postanowiłem kupić do niego kliszę. I całkiem o wszystkim zapomniałem.

Całkiem niedawno, szukając jakiegoś kabelka i klnąc pod nosem ‘gdzie to ja to g* wcisnąłem’ dokonałem znaleziska para-archeologicznego w postaci całkowicie zapomnianego aparatu o którym napisałem powyżej :D

Jako, że teraz klisze są u mnie na porządku dziennym i zawsze jakieś w lodówce leżakują – dobyłem jednej przeterminowanej i najtańszej i wraziłem ją do Idiotenhole-aparatu z założeniem, że może cokolwiek wejdzie… a jak do tego jeszcze ‘wyjdzie’ to ho-hooo :) Aprata zabierałem tam i tu ku uciesze i zdumieniu postronnych próbując robić nim jakieś zdjęcia. Same ujęcia robiłem najczęściej z ręki tudzież z biodra, bez większej kontroli czasu… :D ale w końcu jeśli testy na rympał, to nie może w nich być za dużo wyrachowania – to niesportowe.

Kliszę wywołałem w labie, gdzie spotkało mnie współczucie pana technika, który pogratulował mi całkiem udanej jednej kliszy (z Yashiki FR3 z heliosem) ale, cytuję ‘(…) ta druga klisza, wie Pan… taka nieostra i albo niedoświetlona albo prześwietlona… no nie mogłem Pan zrobić z niej odbitek…”.

Rezultaty w postaci kilku klatek przefotografowanych pod światło z negatywu i podciągniętych cyfrowo do koloru lub szarości dodaję poniżej jako dowód mojej haniebnej ignorancji wobec sztuki zwanej fotografią otworkową.

PS Obiecuję dalsze próby i zarówno sprzętu (nowy otworek zrobię mojemu Idiotenhole-aparatowi) oraz bardziej akademickie podejście do całego procesu.